Wiedźma nawet nie wiedziała. Nic nowego, w sumie, że nie wiedziała. Za wszelką cenę chciała zapomnieć i zapomniała, po latach tamto wszystko przestało mieć jakiekolwiek znaczenie. Stało się idealnie obojętne, jak zeszłoroczny śnieg. Stopniało.
Blizny dawno przestały swędzieć, wobec czego Wiedźma przestała na nie zwracać uwagę. Zapomniała, że w ogóle są. Do czasu. Do chwili, w której bardziej niż zwykle trzeba ugiąć kark, mocniej wyciągnąć rękę. Blizny, a może raczej zrosty, skutecznie to Wiedźmie utrudniają, a ta, która wyjątkowo nie lubi bólu, a jeszcze bardziej się go boi, nie potrafi. Nie potrafi i miota się okropnie nie mogąc się zdecydować, czy podjąć wysiłek i narazić się na ból, ból, który z resztą podświadomie zbyt dobrze pamięta. Czy może lepiej zacisnąć zęby i podjąć ryzyko. Zagrać. Chcieć.
Ciekawe, że życie może stać się po prostu zgodą (...). Zgodą, by się nie godzić na nic, by odchodzić przed przybyciem, zabijać, póki coś jeszcze nie jest w stanie mnie zabić.
wtorek, 6 lipca 2010
niedziela, 4 lipca 2010
Numer Sto szósty. Odłożony na jutro.
Malcontenta dowiedziała się ostatnio, że oprócz dysortografii ma jeszcze jedną ciekawą przypadłość psychologiczną, którą zasłaniają się wszyscy wygodniccy. Prokrastynacja, bo tak nazywa się przypadłość to problem odkładania wszystkiego na później, niby każdy to robi, podobnie jak ortograficzne błędy. Problem zaczyna się wtedy, gdy takie odkładanie na później zaczyna burzyć nam życie...
Malcontenta myślała, że skoro znalazła źródło swojego problemu i skuteczne rady jak z nim walczyć to będzie jej łatwiej. Wyjęła z szafki nieużywany kalendarz, o dziwo z zakładką założoną na właśnie ten dzień, spisała plan zajęć na dzień jutrzejszy. Dzień później nawet skrupulatnie zapisane zadania wykonywała, ale już dwa dni później pojawiły się różne ale...które odkładaniu na jutro wyjątkowo sprzyjały i Malcontenta przekonała się, że czeka ją trudna walka samej z sobą, walka, na którą ona sama nie ma siły i którą chętnie podejmie...ale od jutra...
Malcontenta myślała, że skoro znalazła źródło swojego problemu i skuteczne rady jak z nim walczyć to będzie jej łatwiej. Wyjęła z szafki nieużywany kalendarz, o dziwo z zakładką założoną na właśnie ten dzień, spisała plan zajęć na dzień jutrzejszy. Dzień później nawet skrupulatnie zapisane zadania wykonywała, ale już dwa dni później pojawiły się różne ale...które odkładaniu na jutro wyjątkowo sprzyjały i Malcontenta przekonała się, że czeka ją trudna walka samej z sobą, walka, na którą ona sama nie ma siły i którą chętnie podejmie...ale od jutra...
poniedziałek, 7 czerwca 2010
Numer Sto piąty. Wielkie Nadzieje.
To dość zabawne, że Malcontentę, która szczerze nienawidzi tej Kurwy w Zielonej Sukience prześladują Wielkie Nadzieje. Zaczęło się chyba od jednego z niewielu blogów, które Malcontenta czyta regularnie, później Wielkie Nadzieje obudziły się wewnątrz, a na koniec, żeby dolać oliwy do ognia, Wielkie Nadzieje objawiły się w książce, która porwała Wiedźmę bez reszty. A jako wisienka na torcie - w winampie Foundation Hope. To chyba najwyższa pora zabrać się za książkę Dickensa.
sobota, 5 czerwca 2010
Numer Sto czwarty. Otwarty.
Otwarte na oścież okno. Za oknem cudowne fioletowe irysy. Na biurku truskawki z bitą śmietaną, wokół lekki bałagan. Początek lata. Pierwszy od zbyt dawna słoneczny dzień.
Wiedźma siadała przed laptopem, nie dlatego, że chciała pisać. Czytać chciała. Zamknąć czy otworzyć na oścież sprawę, która budzi ją niemalże codziennie około trzeciej w nocy i nie daje spać.
Niepokój niepewność.
Nie.
Nadzieja. Z nią spokój i wielka ufność.
Że jeszcze nic się nie stało. Nic nie jest stracone. Że, że, że.
Całe ich morze. Że może. Może wreszcie. Że może. Może Wiedźma może.
Dobry Boże nie pomoże, on nie pomaga takim jak Wiedźma.
A Wiedźma chyba nie życzy sobie jego pomocy. Wiedźma jest Zosia-Samosia, co wie wszystko sama najlepiej, Najlepiej wszystko sama załatwi. Stop.
Odbija się od ściany, od muru nie do przebicia. Stop.
Trzeba poczekać.
Akcja reakcja. Mój ruch, teraz Twój.
No dalej zrób coś. Cokolwiek. Tylko zrób.
Wóz albo przewóz. Szach-mat. Szast-prast i po sprawie.
Tylko zrób. Zanim czas się skończy.
Zanim przestanę czekać. Ufać.
Wiedźma siadała przed laptopem, nie dlatego, że chciała pisać. Czytać chciała. Zamknąć czy otworzyć na oścież sprawę, która budzi ją niemalże codziennie około trzeciej w nocy i nie daje spać.
Niepokój niepewność.
Nie.
Nadzieja. Z nią spokój i wielka ufność.
Że jeszcze nic się nie stało. Nic nie jest stracone. Że, że, że.
Całe ich morze. Że może. Może wreszcie. Że może. Może Wiedźma może.
Dobry Boże nie pomoże, on nie pomaga takim jak Wiedźma.
A Wiedźma chyba nie życzy sobie jego pomocy. Wiedźma jest Zosia-Samosia, co wie wszystko sama najlepiej, Najlepiej wszystko sama załatwi. Stop.
Odbija się od ściany, od muru nie do przebicia. Stop.
Trzeba poczekać.
Akcja reakcja. Mój ruch, teraz Twój.
No dalej zrób coś. Cokolwiek. Tylko zrób.
Wóz albo przewóz. Szach-mat. Szast-prast i po sprawie.
Tylko zrób. Zanim czas się skończy.
Zanim przestanę czekać. Ufać.
wtorek, 25 maja 2010
Numer Sto trzeci. Opóźniony.
Opóźniony to Malcontenta ma zapłon. Chodzi od początku maja jak śnięta, niedorobiona królewna, zimna ryba. Snuje się, myśli, biadoli, jęczy i stęka i nic nie robi. Gdyby nie to, że ma za dużo kilogramów tam i ówdzie można by o niej powiedzieć, że jest eteryczna i delikutaśna jak mimoza.
Wiedźma zła sama na siebie. Że nie pisze i nie robi nic, że jak już wreszcie za wpis się zabrała to nie o tym, o czym miała. Pewne sprawy się przeterminowały, o innych przestała chcieć mówić, zagryza wargi i kręci głową. Wszystko nie tak, nie tak. I wieczne i nieustanne od jutra i wszystkie bzdury którymi się zajmuje i wszystkie ważne sprawy, które zostawiła samym sobie. Uh! I nieśmiertelne od jutra...
Wiedźma zła sama na siebie. Że nie pisze i nie robi nic, że jak już wreszcie za wpis się zabrała to nie o tym, o czym miała. Pewne sprawy się przeterminowały, o innych przestała chcieć mówić, zagryza wargi i kręci głową. Wszystko nie tak, nie tak. I wieczne i nieustanne od jutra i wszystkie bzdury którymi się zajmuje i wszystkie ważne sprawy, które zostawiła samym sobie. Uh! I nieśmiertelne od jutra...
Subskrybuj:
Posty (Atom)